DWUMIESIĘCZNIK SAMORZĄDU UCZNIOWSKIEGO Nr 3/2003/04
GIMNAZJUM W BOJANOWIE
|
|
|
|
Beata Barteczka
(red. nacz.)
IIIe,
Sandra Rogozińska
IIIc
Barbara Pawelska
IIIc
Natalia Brojer
IIb
Lilianna Fiebig
IIc
Alina Ciesińska
IIIc
Milena Piejak
Ib
Monika Łysikowska
IIIa
Kamil Stachowiak
IIIa
Elwira Biała
Ib
Anna Wawrzyniak
III c
oraz strona plastyczna :
Justyna Walkowiak
IIIc.
Współpracownik
redakcji:
Paula Barteczka
I LO w Lesznie
Adres redakcji: Bojanowo, ul. Lipowa 2
Adres strony internetowej
www.gimbojanowo.pra.szkola.net
POWRÓT NA POCZĄTEK
Właśnie zaczął się drugi semestr. Mamy czyste konta
w dzienniku i pracujemy na oceny od nowa. Bierzmy się, więc do roboty, bo
jaki początek, taki cały semestr. Jednakże w tym szaleństwie pochłaniania
wiedzy nie zapomnijcie o wysłaniu walentynki do osoby, którą lubicie. Wcześniej
jednak przeczytajcie zwierzeń dwóch bardzo kochliwych osób. W numerze
ponadto: kim być?, o wirtuozie gitary, którego można spotkać na szkolnym
korytarzu, o trudach nauki w klasie „0” w Lesznie oraz
co dalej słychać u patrona. Zapraszam do lektury.
Uff... To już luty. Czas płynie tak szybko... Nawet nie zauważyłam, że od rozpoczęcia roku szkolnego minęło już sześć miesięcy. A, właśnie wkrótce są walentynki. Dam wam dobra radę. Jeśli chcecie mieć udane walentynki to koniecznie pomóżcie szczęściu! Po prostu zanieście walentynkę do walentynkowej poczty w naszym gimnazjum, zaadresujcie do tej właściwej osoby( koniecznie podpiszcie się przynajmniej imieniem- niech on lub ona domyśli się kto przesyła te walentynkę i komu na niej lub na nim zależy!) i gotowe!!! Potem już szczęście samo sobie poradzi! Nie prześpijcie walentynek! Jest to jedyna okazja w roku, kiedy najbardziej głupie słowa zabrzmią naturalnie. Zawsze przecież można obrócić je w żart!!!
POWRÓT DO SPISU TREŚCI Przeciętny pierwszak
Imię: Dariusz
Nazwisko: Błoniewski
Wiek: niewiele
ponad 20
Zawód: dręczyciel
gimnazjalnych dusz
Wzrost: 197 cm!!!
Kolor oczu: niebieskie
Kolor włosów: szatyn
Pseudonim: Longer
Znak szczególny: brak
Dotychczasowe
ofiary: III „a”, III „b”, III „c”, III „d”, III „e”,
Zawsze chciał: być nauczycielem, grać na
pianinie
Przepada za: muzyką klasyczną, siatkówką
Ulubione menu: tradycyjna polska kuchnia
Ostatni raz widziano go: SP 4 Rawicz.
Monika POWRÓT DO SPISU TREŚCI
Jak zapewne wiecie Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy skupia corocznie w swoich szeregach bardzo, bardzo wielu wolontariuszy zajmujących się zbiórką pieniędzy do puszek na ulicy. Ja byłam jedną z tych wielu i miałam, i mam i będę miała z tego ogromną satysfakcję. Cieszę się, że mogłam pomóc w tej wielkiej akcji.
Aby pełnić funkcję wolontariusza trzeba być przede wszystkim odpowiedzialnym i dyspozycyjnym. Oczywiście dobry humor i pozytywne nastawienie do ludzi też jest ważne – zapewniam przynosi zyski (oczywiście nie mnie, ale Orkiestrze). Trzeba również być przygotowanym na wszystko tzn. deszcz, śnieg, grad zamiecie – wszak zawsze jest to pierwsza niedziela stycznia. Jednak czego się nie robi dla chorych dzieci.
Jestem dumna z tego co robiłam i mam zamiar dalej, choć zdarzały się i nieprzyjemne sytuacje. Jednak w większości ludzie bardzo chętnie wrzucali do puszek. Były to nie tylko blaszki, ale i banknoty o dość dużych nominałach.
Mam nadzieję, że potraficie docenić to co robimy i to co robi Jurek Owsiak z całą ekipą.
Myślę, że należy mu się pokojowa nagroda Nobla.
POWRÓT DO SPISU TREŚCI Wolontariszka z III c
PS W tym roku Orkiestra w Bojanowie zebrała 5140,87 zł. Znajdują się w tym fundusze uzyskane z licytacji różnych orkiestrowych gadżetów oraz przedmiotów przekazanych przez prywatnych sponsorów.
Wywiad z lekarzem weterynarii, panem Maciejem Jagodzińskim
-
Czym zajmuje się lekarz weterynarii oprócz leczenia zwierząt?
- Lekarz weterynarii oprócz leczenia chorych zwierząt udomowionych i nieudomowionych (w ZOO, delfinariach) prowadzi działania profilaktyczne, takie jak: szczepienie ochronne przeciwko wściekliźnie psów i kotów, królików przeciwko pomorowi i myksomatozie, drobiu przeciwko chorobom układu oddechowego i bydła przeciwko gruźlicy. Zajmuje się również poubojowym badaniem zwierząt rzeźnych i mięsa oraz zdatnością do spożycia przez ludzi produktów pochodzenia zwierzęcego. W pracy terenowej lekarz weterynarii pobiera krew od zwierząt domowych, np. od krów w kierunku obecności białaczki. Lekarze zatrudnieni w specjalistycznych laboratoriach badają żywność i paszę pod względem bakteriologicznym oraz przeprowadzają doświadczenia na zwierzętach laboratoryjnych (na szczurach, świnkach morskich, myszach).
-
Do jakich przedmiotów należy się przyłożyć już teraz w gimnazjum,
a do jakich w szkole średniej ?
- W gimnazjum, jak i później w szkole średniej, młodzież chcąca kształcić się w kierunku medycyny weterynaryjnej musi położyć nacisk głównie na: biologię i chemię oraz język obcy, a w liceum dodatkowo na język łaciński.
-
A co po szkole średniej, jaki rodzaj studiów wybrać ?
- Po szkole średniej, takiej jak technikum weterynaryjne lub liceum ogólnokształcące należy zdać egzaminy na wydział medycyny weterynaryjnej w jednej z czterech uczelni w Polsce: Akademii Rolniczej we Wrocławiu, Lublinie, Olsztynie lub w Warszawie. Myślę, że po wstąpieniu do Unii Europejskiej można będzie wybrać naukę na podobnych wydziałach w państwach członkowskich.
-
A jak zdobyć doświadczenie zawodowe ?
- Jak w każdym zawodzie, nikt nie rodzi się mistrzem. Doświadczenie przychodzi wraz z latami pracy. Obecnie każdy kończący weterynarię student musi sam znaleźć lecznicę stażową. Osobiście ja nie przyjmuję na praktykę, ale zawsze służę radą i skromnym doświadczeniem.
-
Czy każdy może zostać weterynarzem ? Jakie predyspozycje
powinien mieć przyszły weterynarz ?
- Chcąc zostać lekarzem weterynarii oprócz miłości do zwierząt trzeba posiadać dobrą kondycję fizyczną, gdyż niejednokrotnie jest to praca w terenie z dużymi zwierzętami gospodarskimi. Pracując w lecznicach dla małych zwierząt należy posiadać dobrą znajomość obsługi specjalistycznego sprzętu. W pracy na dużych obiektach hodowlanych należy wykazywać się wytrzymałością na różne zapachy pochodzące od zwierząt. Weterynarz musi wykazywać się też dużą cierpliwością, gdyż leczenie zwierząt jest nieraz długotrwałe.
-
Czy praca weterynarza może być niebezpieczna ? Czy miał Pan
jakiś nieszczęśliwy wypadek przy pracy z pacjentami ?
- Praca w zawodzie lekarza weterynarii jest czasami niebezpieczna. Przy podawaniu zastrzyków pies może udrapnąć, koń kopnąć itd. Muszę podkreślić, że będąc na studiach uczono nas obchodzenia się ze zwierzętami, ale praktyka pokazuje czasami coś innego. W swojej karierze zawodowej nie miałem, jak dotychczas, poważniejszych wypadków. No chyba, że kilka kopnięć krów, udrapnięć kotów, ale to już ryzyko zawodowe.
-
Dziękujemy za rozmowę.
- Dziękuję i pamiętajcie...kochajcie wszystkie zwierzęta.
Wywiad przeprowadziły POWRÓT DO SPISU TREŚCI
Sandra Rogozińska i Alina Ciesińska
15.01.2004
r.
Rano jak zwykle wstałam o świcie, musiałam przecież
zdążyć na autobus o 6.50!!! W domu wszyscy , oprócz rodziców spali, chociaż
raz spokój, bez hałasu, krzyku, zamieszania – typowego chaosu. Dziś siedem
lekcji – najgorszych. Przynajmniej z trzech przedmiotów trzeba było wkuwać,
istnieje ryzyko, że nauczyciel zapyta jedną osobę albo po prostu wszystkich.
Nareszcie, udało się wytrwać do siódmej lekcji – do informatyki. Mieliśmy
trochę czasu dla siebie, więc posurfowałam w Internecie, zawsze znajdę tam
temat dla siebie. Wreszcie drugi dzwonek, a zaraz po nim autobus powrotny do
domu. Jestem strasznie zmęczona, więc gdy tylko wrócę, idę do swojego
pokoju i kładę się spać – konam ze zmęczenia. Potem ewentualnie zerknę
do tornistra, przygotuję lekcje na jutro – na nic się już nie uczę, jeden
dzień nic nie zaszkodzi. Niestety, muszę się nauczyć, bo przecież jutro
klasówka z matmy i kartkówka z anglika. Nareszcie w domu, ale czuję, że
atmosfera nie jest zbyt miła. Kieruję się prosto do mojego pokoju. No i
wiedziałam, że zaraz ”Jak tam w szkole?” i zaczyna się spowiedź. W końcu
idę do mojego pokoju i szok! Pokój przewrócony „do góry nogami”. Czyja
to sprawka? – oczywiście młodszych siostrzyczek – diabełków, które na
pewno szukały tu swoich zabawek, z myślą, że je tu znajdą. Koszmar, mam ich
dość! To jeszcze nie koniec, kiedy doprowadziłam pokój do porządku, chciałam
się chociaż zdrzemnąć na chwilę. Jednak nici z drzemki, mama wbiega do
pokoju z krzykiem, że dom jest nie posprzątany, a wieczorem ma wpaść ciocia
z wujkiem i oczywiście swoimi dziećmi – kolejny orzech do zgryzienia, nic,
jakoś to zniosę. Idę posprzątać gościnny pokój, kiedy wbiega tam markotny
i histeryczny brat z prośbą o zrobienie zadania. I co mam zrobić? Tu pokój
na głowie, tam czeka nauka na klasówkę, a ten przychodzi mi jeszcze zawracać
głowę jakimiś zadaniami z tabliczki mnożenia. Czasami jest naprawdę nie do
zniesienia. Gdy pytam znajomych, którzy mają rodzeństwo w tym samym wieku co
mój brat, zawsze powtarzają, że to ten rocznik – 92’. Wie, że dostanie
mu się, ale jeszcze podskakuje! Cóż robić? Muszę pomóc mu w tym zadaniu.
Kończę sprzątanie domu i idę do siebie – nareszcie. Nawet nie zdążyłam
wyjść z kuchni, w której przed chwilą sprzątałam, słyszę krzyk mamy.
Prosi o opiekę nad moim najmłodszym braciszkiem. Kolejne zajęcie (a jest już
18.00), to jednak nawet lubię. Jest taki słodziutki, taki mały, czasem popłacze,
ale nic nie szkodzi. Właśnie uczę go chodzić. Dobrze sobie rodzi, choć ma
dopiero osiem miesięcy. Minął kwadrans, a tu zjawia się kolejny brat z
zapytaniem, co ma na siebie włożyć, bo idzie z dziewczyną na lody, i znosi
mi do pokoju całą swoją szafę, a dopiero co tu sprzątałam. Mój pokój to
jeszcze nic, nie wspomniałam o pokojach moich braci. Nie wytrzymałabym tam ani
minuty, więc od czasu do czasu sprzątam im w nich dobrowolnie. Czas opieki nad
braciszkiem minął. To jeszcze nie koniec dnia, nici z mojej drzemki, więc idę
na telewizję. I zaczyna się! Siostrzyczki chcą oglądać „Misia Uszatka”,
czy coś tam, bracia magazyn sportowy, a ja mój ulubiony program rozrywkowy.
Najmłodsze oczywiście zwyciężają – jesteśmy skazani na bajkę. Idę więc
do swego pokoju cała zdenerwowana i włączam na cały regulator radio, muszę
to odreagować. Ale zanim włączyłam radio mama zdążyła mnie uprzedzić, że
nie mam słuchać głośno muzyki, bo najmłodszy braciszek śpi. Muszę mamy
posłuchać, bo opieka nad nim przypadnie oczywiście mnie, a ja już nie mam sił.
Zbliża się 19.00, nic jeszcze nie umiem. Przychodzą znajomi z propozycją wyjścia
całą paczką na spacer. Po długich namowach, rodzice zgadzają się, ale
wynegocjowałam tylko godzinkę. Na spacerze było super, przedłużył się do
dwóch godzin. Mama mnie zabije! Nic, trzeba wrócić. Znajomi chcieli pójść
ze mną i wytłumaczyć spóźnienie, ale przekonałam ich, że to zły pomysł.
Wchodzę do domu i od korytarza słyszę: „Gdzie tak długo byłaś, martwiłam
się o ciebie? Miała być tylko godzinka.” Po następnej godzinie tłumaczenia,
że spacer był naprawdę super, należy mi się chwila oderwania od codzienności.
Jest 22.00, uczyć już mi się nie chce, najwyżej przejrzę tylko notatki. I
jak wytłumaczyć nauczycielowi, że po prostu nie miałam czasu na naukę, a
nie chcę myśleć, co będzie jutro na matmie i angliku! Co do rodzeństwa to
jest z nim różnie. Raz wolałabym być jedynaczką, sami wywnioskujcie
dlaczego, ale z drugiej strony cieszę się, że mam rodzeństwo, jest z czego
się pośmiać, jest z kim porozmawiać, jest kogo prosić o pomoc. Chyba jest
dobrze i niech tak zostanie, a wy, co macie do powiedzenia w tej sprawie?
POWRÓT DO SPISU TREŚCI
Monika
CZY PRZEKLEŃSTWO ?
W tym numerze postanowiliśmy przeprowadzić wywiad z
jedynakiem oraz z osobą, która ma wiele rodzeństwa. Podjęliśmy decyzję o
napisaniu skróconej wersji wypowiedzi osób pytanych. Pierwsza to:
- Wypowiedź osoby z wielodzietnej rodziny:
Nie wstydzę się tego, że mam dużo rodzeństwa, bo tak naprawdę czasami jest fajnie. Jest kogo poprosić o pomoc, z kim porozmawiać. I to jest właśnie fajne. Z drugiej jednak strony czasem można zwariować. Ciągły hałas, zamieszanie, brak „porządku”.
Najgorzej jest z nauką. Czasami naprawdę nie można się uczyć. Jedno hałasuje, drugie krzyczy, ale jakoś daję sobie radę : jednemu włączę bajkę, drugiego uśpię i na jakiś czas jest spokój. Jeśli jednak nie zdążę z nauką do ich obudzenia, czekam na powrót mamy i uczę się po nocach.
Nie chciałabym być jedynaczką. Będąc nią nie miałabym co robić. Bardzo często opiekuję się rodzeństwem, zwłaszcza z tego względu, że jedno z nich nie umie jeszcze chodzić. Ogólnie to tylko trójką trzeba się zajmować, bo pozostali mają od 11 lat wzwyż. Dlatego nie będąc jedynaczką mam co robić.
Jedynacy- nie obrażając
ich- są samolubni i nie potrafią uszanować zdania innych i pogodzić się z
nim. Są naprawdę „nieprzystosowani” do towarzystwa i często gubią się w
nim. Ale na ogół można się z nimi dogadać, także spoko.
Druga
wypowiedź należy do jedynaka (a konkretnie jedynaczki):
Absolutnie nie ubolewam nad tym, że jestem jedynaczką.. Jestem takim samym dzieckiem jak wszystkie inne. Jeżeli mam jakikolwiek problem mogę się w każdej chwili zgłosić do mojej mamy o pomoc. Fakt (wcale go nie ukrywam),że czasami się nudzę, ale gdy tylko chcę się czymś zająć włączam telewizję, radio lub po prostu idę do moich koleżanek. Z reguły jest fajnie. To, że jestem jedynaczką ma tak samo dużo plusów jak i minusów. Ale rzeczywiście czasami chciałabym mieć rodzeństwo - z tym jest naprawdę różnie. Z nauką to jest tak, że nikt mi w niej nie przeszkadza. Cały czas spokój, wiem, że nikt mi nie wpadnie nagle do pokoju i nie zacznie hałasować- z tym jest najlepiej.
Znam
parę osób z wielodzietnej rodziny i przyznam szczerze, że jest tyle samo
fajnych jak i niemiłych osób.
Jako jedynaczka muszę przyznać, że wiem, jakie zdanie mają o nas inni
ludzie: głupie, zarozumiałe, rozpieszczone bachorki. Jednak ja jako jedynaczka
nie jestem za bardzo rozpieszczana, choć zdaję sobie sprawę, że mam o wiele
więcej niż niektóre dzieci. Tak się zdarza
przecież także w wielodzietnych rodzinach, dlatego myślę, że to nie ma
znaczenia z jakiej rodziny pochodzisz, liczy się kim jesteś.
Niektórzy twierdzą, że zasady są tylko po to, żeby je łamać. Z moich obserwacji wynika, że w naszej szkole najczęściej nie przestrzegane są takie punkty:
a) zakaz farbowania włosów – można tutaj spotkać szeroką gamę barw i fryzur,
b) nie noszenia ekstrawaganckich strojów – tu i ówdzie można zauważyć przypadki niecodziennego stroju,
c) nie opuszczania zajęć szkolnych – znajdują się i tacy, którzy do szkoły mają za daleko,
d) zakaz malowania paznokci i makijażu – o, to się zdarza dość często.
Co ja na to? Otóż, mnie to nie dotyczy. Włosy mam naturalnego koloru, mój strój nie rzuca się w oczy, do szkoły chodzę regularnie, makijaż widuję na zdjęciach. Wiodę sobie spokojny żywot ucznia i wcale z tego powodu nie czuję się gorsza, a nawet wręcz przeciwnie.
Ta co jest z regulaminem szkoły za pan brat
Co dalej dzieje się w życiu naszego przyszłego patrona? Czemu musi opuścić rodzinę? Jak skończy się ta przygoda? Przekonajcie się sami. Życia gen. Dezyderego Chłapowskiego ciąg dalszy
…Jest
8 grudnia 1830 roku, wiadomość o powstaniu dochodzi do Dezyderego, który
niezwłocznie rusza do walki. Jednak dopiero 2 lutego 1831r Chłapowski
otrzymuje dowództwo nad brygadą jazdy. Mijają dwa miesiące Dezydery
przyjmuje propozycję wyjazdu na Litwę, by tam objąć dowództwo. Odnosi
wielkie sukcesy. Szykuje się do natarcia na Wilno, ważnego punktu
strategicznego. Jednak decyzja generała Giełuda, o ataku na miasto wychodzi za
późno. Szturm odnosi klęskę i ciągnie za sobą dalsze niepowodzenia..
Upadek powstania przypisuje się Dezyderemu, który spotyka się z niechęcią
rodaków oraz wyrokiem kary grzywny i jednego roku więzienia wydanym przez rząd
pruski. Wyrok Chłapowski odsiaduje w Szczecinie. W tym czasie wiele osób dalej
obwinia go za klęskę Powstania Listopadowego. Mija 8 miesięcy, Dezydery pod
pretekstem choroby wychodzi na wolność…
W grudniu 2003 r. został rozstrzygnięty konkurs literacki o patronie. Na konkurs wpłynęły 24 prace, z których komisja wyróżniła 5 prac:
WYRÓŻNIONA PRACA TOMKA KRAWCZAKA
25 marzec 1879 r.
Wspomnienia, które mnie nachodzą są zapewne znakiem starości, bo tylko stary człowiek z bagażem doświadczeń ogląda się za siebie i wspomina swoje życie.
Żyłem długo i intensywnie. Dziś jestem zmęczony, ale myślę o tych dniach, kiedy jako uczestnik powstania listopadowego wierzyłem w powodzenie zrywu niepodległościowego.
Dziś widzę, że nasze marzenia o wolnej Polsce jeszcze muszą poczekać. Jednak mam dziwną ochotę znów przywdziać mundur i poczuć zapach zwycięstwa, zwłaszcza kiedy postać Napoleona nadawała sens walce i pozwalała wierzyć w zwycięstwo.
Wizja pozostała niespełniona.
Jednak wierzę, że jeszcze kiedyś tu będzie Polska.
Oczy zamykają się, a wizja pozostaje.
26 marzec 1879 r.
Choć wieczór już późny wspominam matkę, która zmarła gdy miałem 8 lat. Jej błękitne oczy, burza loków i zarumienione policzki zapadły w moją dziecięcą pamięć i trwają do teraz. Myślę też o mym ojcu. Choć już nie żyją oboje to coraz z nimi rozmawiam. Nie wiem czy to szaleństwo , czy może już zbliżam się do kresu moich dni i szukam bratnich dusz.
Ojcze nasz któryś jest...
27 marzec 1879 r.
Tu w Turwi me życie teraz płynie powoli. Już jestem pewien, że przeżyłem je dobrze, dziś nie żałuję niczego.
Tej nocy, we śnie przyszła ma Antonina Och ukochana, gdybyś tylko wiedziała jak tęsknota po Tobie włada mym sercem. Stałaś z ramionami otwartymi.
Czyżbyś czekała już na mnie? Bogu dziękuję za każdy dzień spędzony z Tobą Najdroższa, me ciało już starość strawiła i ...
Ś.p Dezydery Chłapowski zmarł 27 marca 1879 roku. Nigdy już nie dokończył swego pamiętnika. Dziś hołd mu składają jego dzieci i żołnierze.
A CO W NAJBLIŻSZYM CZASIE?
Jeżeli masz zmysł plastyczny to jeszcze w lutym konkurs na logo szkoły, a w kwietniu konkurs plastyczny poświęcony Dezyderemu Chłapowskiemu.
A jeżeli jesteś znawcą życiorysu gen. Dezyderego Chłapowskiego to w kwietniu konkurs wiedzy o przyszłym patronie.
Stanisław Koźmian - Pisma wierszem i prozą - Poznań 1870 r.
| I |
Tu rwij fijołki, ciche i urocze Bo krasę dało im dziewicy oko – Jasne, pogodne jak nieba przezrocze, A woń jej dusza, co biegnąc wysoko Na Anioł Pański w modlitwie do Pana, Wraca w niebieskiej rosie wykąpana. Tu sercem szukaj siostry, przyjaciółki, - Tu rwij fijołki. Tu rwij lilije, przeczyste jak owe Co na skromności prątku wraz wyrosły, Kiedy na ziemię zleciał anioł w posły, By jej zwiastować matkę i królowę; Bo i tu święte macierzyństwo płonie W wieńcu czystości na pokory tronie. Tu opiekunka, tu ci matka żyje, Tu rwij lilije. Tu rwij wawrzyny, bujne i wszechtrwałe, Bo je rozplemił liść z wieńca hetmana, Co, gdy ojczystą Bóg mu zabrał chwałę, Niezmarszczył czoła, lecz padł na kolana, I czeka w modłach aż go znów powoła Do walk od pługa z rodzinnego sioła. Tu wódz, tu ojciec – tu sposób się w czyny, Tu rwij wawrzyny. (pisownia oryginalna) |
POWRÓT DO SPISU TREŚCI |
26.01.2004
Wycieczka
Jest bardzo zimno, ale zabawnie. Chociaż chodzę do gimnazjum już trzy
lata, na wycieczce poznałam kilka fajnych osób np. „Gluta”, który zabrał
ze sobą trzy tomy nudnej książki.
Jak już wspomniałam jest bardzo zabawnie, śmiejemy się do łez.
Pierwszego dnia, kiedy tylko zajęłam z koleżankami pokój i usiadłam na łóżku
(góra-piętrowe), dosiadły się do mnie jeszcze dwie koleżanki i runęłyśmy
z wielkim hukiem w dół. Wszyscy się pobudzili i od razu zaczęli się śmiać-nikomu
nic się nie stało. Próbowaliśmy zasnąć, ale tajemniczy stukot nie pozwalał
nam spać. Chłopacy wzięli noże i poszli to sprawdzić. Nic nie znaleźli, a
rano okazało się, że to właściciel schroniska rąbał drewno, żeby ogień
w piecu nie wygasł.
To nie był jeszcze koniec moich przygód. Następnego dnia zarwało się
drugie łóżko, niestety nie dało się go złożyć jak poprzedniego i wszyscy
składaliśmy się po 10 zł.
28.01.2004
To już końcówka ferii, więc muszę ją dobrze wykorzystać, by później nie żałować. W związku z tym wybieram się na dyskę do bloków w Gołaszynie. Na szczęście jest to już możliwe, bo moje rozkrzyczane kuzynostwo dziś opuszcza moje skromne progi. Mam nadzieję, że dyskoteka będzie ciekawsza niż granie z moim kuzynkiem na komputerze.
W naszej szkole jest wiele utalentowanych osób. Znaczną grupę tworzą „muzyczni geniusze”. Z jednym z nich udało mi się porozmawiać
Od jak dawna uczysz się gry na gitarze?
-Od dwóch lat.
Kto był/jest twoim autorytetem?
-Pierwszą osobą, której zawdzięczam to, że teraz gram na gitarze jest Przemysław Mazurek. On mnie nauczył podstaw (jak trzyma się gitarę, jak należy wydobywać dźwięki, itd.). Na dzień dzisiejszy uczę się sam, ale rozmyślam także nad dalszą nauką u prywatnego nauczyciela.
Czy zawsze chciałeś uczyć się grać na gitarze?
-Nie. Od dziecka chciałem pokazać mojemu bratu (który już wtedy umiał biegle grać na pianinie), że stać mnie na coś podobnego. Chciałem grać na saksofonie. To było, a nawet jest moim marzeniem – saksofon. Ale potoczyło się inaczej. Nie żałuję swojej decyzji.
W takim razie co sprawiło, że wybrałeś właśnie ten instrument – gitarę?
-Bo ja wiem? Kiedyś ujrzałem w telewizji jakiś koncert, nie pamiętam dokładnie jaki, ale wiem, że byłem w szoku, gdy zobaczyłem grającego faceta, który potrafił ze zwykłego „pudła z drutami” stworzyć niebo! I postanowiłem sobie – spróbuję na tym „pudle” grać.
Czy nauka gry na gitarze jest trudna?
- Nie, jeśli się chce.
Co jest najważniejsze w grze na tym instrumencie?
- Przede wszystkim cierpliwość, opanowanie, wytrzymałość na ból fizyczny, no i oczywiście chęć.
Kiedy dostałeś pierwszą gitarę?
- Dokładnie 7 miesięcy temu – do tego czasu musiałem ciągle pożyczać sprzęt. Jednak , gdy rodzice zauważyli, że naprawdę dobrze gram kupili mi własny instrument.
Mam nadzieję, że będziesz szlifował swój talent i doskonalił swój warsztat muzyczny. Może kiedyś będziesz taka sławą jak Carlos Santana?
Z Przemkiem Smakulskim rozmawiała POWRÓT DO SPISU TREŚCI
Już od dawna ludzie wierzyli, że kolory mają magiczną siłę. Dziś potwierdzają to psychologowie i energoterapeuci. Barwy, którymi się otaczamy wiele mówią o naszym usposobieniu i psychice. Kolorystyka otoczenia, w którym często przebywamy, wpływa na nasze samopoczucie.
Kolory:
-czerwony,
żółty i pomarańczowy
– działają pobudzająco, odpędzają smutek
-Błękitny, zielony, granatowy i różowy – pozwalają się wyciszyć, uspokoić
-brąz - stosowany w odpowiedniej ilości daje poczucie bezpieczeństwa
-biel, szarość, czerń – lepiej stosować je oszczędnie
Kolory, które lubimy, świadczą o naszym charakterze.
Ludzie lubiący odcienie fioletu, błękitu i granatu są zazwyczaj, spokojni i cierpliwi. Gustujący w słonecznych barwach (żółci, pomarańczy, złocie) mają radosne i pogodne nastawienie oraz są pewni siebie. Czerwień bardzo cechuje ludzi zmysłowych o wielkim temperamencie. Wielbiciele różu są spokojni i wrażliwi. Zielony, szmaragdowy i oliwkowy symbolizuje optymistów i idealistów. Tak, więc kolory wpływają na nasze zachowanie, uczucia i myśli. Są nieodzownym elementem naszego życia. Więc przejrzyjcie swoją szafę i sprawdźcie, jacy wy jesteście.
Lilianna POWRÓT DO SPISU TREŚCI
Jestem uczennicą Gimnazjum w Bojanowie oraz I LO w Lesznie - uczęszczam do klasy „0”. Klasy zerowe są to klasy z indywidualnym tokiem nauczania. Aby się do nich dostać należy okazać zaświadczenie z poradni pedagogiczno - psychologicznej, świadectwo ukończenia 2 klasy gimnazjum, jak również zdać pozytywnie testy wstępne. Składają się one z 3 części: zdolności językowych, testu matematycznego i humanistycznego. Pisane są w podanej kolejności, w 2 dniach. Zdolność językowa pierwszego dnia, zaś matematyka i przedmioty humanistyczne drugiego.
O kolejności przyjęcia decydują punkty, zarówno ze świadectwa, jak również z testów wstępnych ( zdolności językowe – 60pkt max, matematyka – 60pkt max, humanistyczny – 60pkt max).
W tym roku są 3 klasy zerowe: dwie angielskie i jedna niemiecka. Ja chodzę do klasy 02, która jest klasą o rozszerzonym języku niemieckim. Mamy go 18 godzin w tygodniu. Uczą nas 3 germanistki; dwie Polki – gramatyka niemiecka, oraz jedna Niemka nie umiejąca kompletnie po polsku – fonetyka.
Dostać się jest dość trudno, ale jest to możliwe. Gdy się więc już dostaniesz, pierwszym dość dużym kubłem zimnej wody jest duża ilość lekcji w tygodniu (obecnie mam ich 40), czasami nawet 9 dziennie, jak również ogromnej ilości materiału do nauki. W samej zerówce jest bardzo fajnie. Moja klasa jest bardzo zrana, pomysłowa, czasem lekko zwariowana. Mamy świetnych nauczycieli, którzy już od 1 września traktują nas jak osoby odpowiedzialne, co jednak wiąże się z dużą ilością obowiązków, jakimi was obarczają. Teoretycznie w ciągu tygodnia możemy mieć tylko 2 sprawdziany, jednakże rzadko się zdarza, aby ta zasada zostawała dotrzymana, gdyż trzeba „gonić materiał”.
Na początku zerówki odbywa się biwak zapoznawczy (moja klasa była w Lginiu), za 2 tygodnie jedziemy na białą szkołę (narty) do Karpacza.
Uważam, iż warto było startować do tej klasy językowej. Na początku bywało trudno, ale z czasem człowiek przyzwyczaja się do 9 lekcji dziennie – w tym 5 języka niemieckiego lub angielskiego – zależne od zerówki. Staje się to „normalką”.Osobiście byłam pewna, że się nie dostanę do tej klasy, ale stało się inaczej. Na początku chciałam zrezygnować, mówiłam sobie - nie dam rady, ale teraz myślę, iż byłby to mój błąd życiowy. Tu jest naprawdę świetnie – nie jest to zwykła klasa typowych „kujonów”. Tutaj znajdziecie kujonów z poczuciem humoru, zwariowanymi pomysłami i ciekawymi charakterami. Nigdy nie jest tu nudno.
Jeśli nie jesteście pewni czy spróbować, to wiedzcie, iż spróbować zawsze można, najwyżej się nie dostaniecie. Zobaczycie jednak, jak wyglądają takie testy, będziecie bogatsi o jakieś nowe doświadczenie, które na pewno przyda się przy pisaniu egzaminu gimnazjalnego.
Hania z kl. III b i kl. O2
POWRÓT DO SPISU TREŚCI
-Zebraliśmy od września do grudnia 35 kg zużytych baterii i zbieramy nadal. Nie obawiajcie się jednak, zużyte baterie nie są regenerowane u nas w Bojanowie i sprzedawane w okolicznych sklepach. Są przekazywane ze szkoły do specjalistycznej firmy, która odzyskuje z nich wartościowe metale: nikiel i kadm. Metale te jakie wartościowe, takie szkodliwe. Cieszmy się, że nie trafiają na wysypisko w Sowinach. W zbiórce baterii pomaga nam sklep „Elektrogrom” w Bojanowie.
-Od 1 grudnia 2003 do 16 stycznia 2004 r. zebraliśmy jeszcze 133 kg makulatury. Serdeczne dzięki dla Aliny i Sandry z III c. Dziewczyny były dobrym, a przede wszystkim pracowitym duchem tego przedsięwzięcia. W sumie zebraliśmy 1258 kg cennego surowca wtórnego. Szkoda, że punkt skupu w Bojanowie zawiesił swoją działalność.
-Po feriach rozpoczęły się już eliminacje rejonowe wojewódzkich konkursów przedmiotowych. Pokażcie co potraficie!
-Najbliższa dyskoteka 19 lutego 2004 r. Organizuje kl. II d i III a. Nomen omen będzie to tłusty czwartek. Stąd prosty wniosek - karnawał się kończy!
Walentynki tuż, tuż. Cieszą się zakochani, cieszą się także handlowcy. My namówiliśmy do zwierzeń dwóch uczniów naszej szkoły, którzy według nas prowadzą bujne życie towarzyskie. Zadałam te same pytania koleżance i koledze.
Oto wypowiedź koleżanki :
-Ilu
miałaś już chłopaków?
Ja liczę trzech, chociaż krótkich miłostek było trochę więcej.
-Jak
długo trwało najdłuższe chodzenie?
Ooo… sporo J.
-A
ile najkrótsze?
Trzydniowe zauroczenie.
-Czy
z byłymi chłopakami utrzymujesz dobre kontakty? Czy rozmawiacie ze sobą?
Jasne, że gadamy.
-Od
kogo przeważnie wychodzi inicjatywa?
Od chłopaka.
-Czy
jesteś kochliwa?
Baaaardzo!
-Twój ideał chłopaka?
W miłości nie ważny jest wygląd, nieważne, co mówią inni,
Ci, którzy się kochają kochać się powinni.
A
to odpowiedzi kolegi :
-Ilu miałeś już dziewczyn?
Sporo, ale większość to były krótkie epizody, trochę bezsensowne.
-Jak długo trwało najdłuższe chodzenie?
Długo. Ponad rok.
-A
ile najkrótsze?
W podstawówce- jeden dzień. To było śmieszne.
-Czy
z byłymi dziewczynami utrzymujesz dobre kontakty? Czy rozmawiacie ze sobą?
Z większością tak.
-Od
kogo przeważnie wychodzi inicjatywa?
Ode mnie! Chociaż nie, raz to dziewczyna zaczęła. To było głupie.
-Czy
jesteś kochliwy?
Raczej tak. Ostatnio jednak troszkę dałem sobie na wstrzymanie. Trzeba się ustatkować! Ha, ha, ha.
-Twój ideał dziewczyny?
Nie ma ideałów. Każda dziewczyna jest inna i ma w sobie coś pięknego! No, prawie każda.
Zwierzeń
wysłuchała Beata
Zaczął się drugi semestr. To pól roku bardzo szybko przeminęło. Tu nie da się nudzić. Prawie cały czas trzeba się uczyć, żeby mieć przyzwoite oceny. Na dodatek codziennie 7 lekcji. Zżyłam się już z klasą i szkołą. Przede mną biała szkoła (obóz narciarski). Jedzie cała klasa. Zapowiada się super zabawa. Na dodatek opiekunami są najlepsi nauczyciele ze szkoły, m.in. dyrektor (który na połowinkach w klasach II tańczył w białych rękawiczkach i z gwizdkiem przy muzyce techno). I LO jest The best. Pozdrawiam panią K.Rejek.
Weteranka POWRÓT DO SPISU TREŚCI
Walentynki to najlepsza okazja na obdarowywanie osoby, którą się lubi. Najczęściej są to kartki, kwiaty, maskotki. My proponujemy coś innego. Świetnym prezentem będzie słodka babeczka zrobiona przez was. A więc do dzieła:
Składniki:
2,5 szkl. mąki
3 żółtka
3/4 szkl. cukru pudru
20 dag masła lub margaryny
1 cukier waniliowy (16 g)
krem karpatka (gotowy ze sklepu)
1 galaretka truskawkowa
Mąkę przesiać, posiekać margarynę (lub masło)
dodać żółtka, cukier puder, cukier waniliowy, szybko zagnieść ciasto, schłodzić.
Ciasto rozwałkować na cienki placek, wylepić nim foremki do babeczek, piec
ok. 25 min. w temp. 200oC, wystudzić. Krem przygotować wg przepisu
na opakowaniu, wyjąć babeczki z foremek, napełnić foremki kremem, galaretkę
rozpuścić w połowie zalecanej wody, wylać na talerz na grubość ok. 0,5 cm,
kiedy stężeje wykroić z niej serduszka i dekorować nimi babeczki.
Smacznego! POWRÓT DO SPISU TREŚCI